Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi tomekste z miasteczka Bielawa. Mam przejechane 67338.96 kilometrów w tym 6989.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 24.15 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 337598 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy tomekste.bikestats.pl

Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w kategorii

Przejechane góralem

Dystans całkowity:7224.61 km (w terenie 5751.00 km; 79.60%)
Czas w ruchu:489:50
Średnia prędkość:14.68 km/h
Maksymalna prędkość:75.00 km/h
Suma podjazdów:11523 m
Maks. tętno maksymalne:194 (98 %)
Maks. tętno średnie:179 (91 %)
Suma kalorii:147648 kcal
Liczba aktywności:237
Średnio na aktywność:30.48 km i 2h 04m
Więcej statystyk
  • DST 24.00km
  • Czas 01:14
  • VAVG 19.46km/h
  • Temperatura 8.0°C
  • HRmax 174 ( 88%)
  • HRavg 132 ( 67%)
  • Kalorie 683kcal
  • Sprzęt Giant Anthem X2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Mała pętla, 25.02.2012

Sobota, 25 lutego 2012 · dodano: 25.02.2012 | Komentarze 0

Pogoda zrobiła się ładna, poskładałem wczoraj Gianta - nadszedł czas sprawdzić czy wszystko jest ok. Jechało się dobrze, wiał co prawda trochę wiatr, ale nie było tak źle. Przejechałem z Inferkiem standardową pętlę na Kietlice, Ostroszowice i Jodłownik.




  • DST 36.00km
  • Teren 34.00km
  • Czas 02:16
  • VAVG 15.88km/h
  • VMAX 44.00km/h
  • Temperatura 7.0°C
  • HRmax 188 ( 95%)
  • HRavg 151 ( 77%)
  • Kalorie 1526kcal
  • Sprzęt Giant Anthem X2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Ziemia Obiecana czyli Singletrack pod Smrkem, 20.11.2011

Niedziela, 20 listopada 2011 · dodano: 20.11.2011 | Komentarze 2

Znów zachciało mi się zwiedzania szlaków rowerowych poza Bielawą. Singiel pod Smrkem to kolejne moje rowerowe marzenie, którego nie udało się spełnić w sezonie. Dotarłem do niego dopiero teraz i żałuję, że tak późno. Czegoś takiego jak te ścieżki jeszcze nie widziałem, nie da się tego porównać do niczego co do tej pory udało mi się przejechać.
Pojechałem znów z Inferkiem i Muciosem. Rano pogoda wydawała się ładna, w Jeleniej pojawiło się nieco mgły, ale u celu było ok. 7 stopni i niezła widoczność, choć i tak nie było czasu na oglądanie widoczków. Jedzie się jak w transie - oczy skupione cały czas na wąskiej ścieżce, która wiła się niczym waż między drzewami i kamieniami. Z resztą, kto chciałby się zatrzymywać i rozglądać skoro każdy postój oznaczał przerwanie czystej rowerowej ekstazy. Jak zabrać dziecku lizaka! Poza tym każde odwrócenie głowy w moim wypadku kończyło się rozpaczliwym hamowaniem, żeby uratować się od wywrotki. Na tak wąskiej drodze trzeba pilnować kierownicy. Dużo hopek, można było się porządnie wybić. W niektórych zakrętach bandy pomagające w ich pokonaniu, drewniane pomosty, ścieżka miejscami prześlizguje się pomiędzy drzewami gdzie trzeba było się bardzo szybko składać do skrętu. Parę razy myślałem, że będę się musiał zbierać z gleby. Zazwyczaj jechałem pierwszy, ale raz zgubiłem ścieżkę i wyprzedził mnie Mucios. Myślałem, że jadę dość szybko - on był szybszy, dla mnie trochę za szybki, ale goniłem twardo. ;) W sumie to singla nie można pokonywać powoli, może i jest to ciekawe, ale nie zachwycające. Prędkość dodaje trasie smaczku, trudności, a to składa się na uśmiech tak szeroki, że widać go z tyłu głowy :D.
Trasy są bardzo dobrze oznaczone. Nawet jeśli znaków nie ma, to od razu widać uciekającą ścieżynkę. Tylko raz się zgubiliśmy, bo wyjechaliśmy na szeroki asfaltowy podjazd i zabrakło strzałek, ale potem spotkaliśmy kilku rowerzystów i podpowiedzieli nam, że jest on dość długi. Na szczycie usiedliśmy na ławeczce , wypiliśmy spokojnie herbatkę i dalej w drogę. Niestety wszystko co dobre musi się kiedyś skończyć, ale 36km singla to i tak bardzo dobry dystans. Widać, że singletrack był przygotowany bardzo profesjonalnie. Wycięte drzewa i gałęzie, droga w 100% przejezdna, żadnej kłody na drodze, gdzie da się jechać szerzej tam narzucone kamienie i gałęzie, żeby trzymać się trasy, wszystko wysypane szarym piaseczkiem, który jednak nie zawsze daje dobrą przyczepność. Co średnio mi się podobało to to, że za dużo tam było podjazdów. Solidnie się zmęczyłem. Wolałbym jeden np. 15 kilometrowy podjazd, a potem już tylko w dół, ale nie jest to możliwe. Tak czy siak zjazdy wynagradzają każdy trud - czysty flow, smara, rowerowa ekstaza, trans, upojenie, odurzenie czy jak kto woli. :p
Koniec i korba, kto nie przejechał ten trąba! ;)

Epicko! © Tomekste


Singletrack Centrum i szeroki uśmiech ;) © Tomekste


Cannondale! © Tomekste




  • DST 38.00km
  • Teren 33.00km
  • Czas 02:47
  • VAVG 13.65km/h
  • VMAX 47.00km/h
  • Temperatura 3.0°C
  • HRmax 187 ( 95%)
  • HRavg 142 ( 72%)
  • Kalorie 2327kcal
  • Sprzęt Giant Anthem X2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Głuszycka strefa MTB, 12.11.2011

Sobota, 12 listopada 2011 · dodano: 13.11.2011 | Komentarze 2

Po ostatnich szosowych wyczynach chodził za mną strasznie góral, ale nie miałem jakoś ochoty jechać w nasze partie gór. O Głuszycy myślałem już w zeszłym sezonie, jednak nie udało się pojechać pomyślałem więc, że może by teraz wykorzystać okazję. Okazało się, że Paweł też ma wolny weekend i jest chętny na wyjazd więc plan powstał: sobota, 10 rano pakujemy się na auto i jedziemy do Głuszycy. Wydrukowałem sobie mapki, ułożyłem w głowie trasę i czekałem na sobotę.
Sobotni poranek okazał się słoneczny, ale żeby było bardzo ciepło to nie powiem. Termometr pokazuje 3 stopnie. Piszę do Inferka: jedziemy? Decyzja zapada, że owszem, a do tego znajduje się trzeci na wyprawę - Mucios.
Droga przebiega spokojnie, dopiero w Głuszycy natrafiamy na problem. Pewne głosy w pojeździe sugerują, żeby odwrócić początek trasy bo końcowy singiel nie będzie wtedy pod górę tylko w dół. Jedziemy więc pod wcześniej wspomniany singiel (2 razy zawracając, bo źle na mapę popatrzyli :P), a tam pionowa ściana. Cóż, chyba jednak trzeba zacząć zgodnie z moim planem. Zawróciliśmy ponownie, wróciliśmy do "centrum" Głuszycy, zaparkowaliśmy, zdjęliśmy rowery i w drogę.
Niestety szlaki w strefie nie są oznaczone tak dobrze jak bym tego chciał. Kilkukrotnie udało nam się zgubić drogę, całe szczęście, że w górach było sporo pomocnych ludzi, którzy znali tamtejsze trasy, ale mój plan zrealizowaliśmy tylko z grubsza. Sudety Wałbrzyskie mają potencjał. W kilku miejscach cieszyliśmy nasze oczy wspaniałą panoramą gór sowich (mimo średniej widoczności). Po drodze kilka ciekawych krajoznawczo miejsc: pozostałości dawnego schroniska, szczyt Waligóra, schronisko Andrzejówka, ruiny zamku Rogowiec (który był podobno najwyżej położonym zamkiem w Polsce). Trafiliśmy na kilka singli (szczególnie ostatni fragment naszej trasy po zielonym szlaku, poniżej Rybnicy, a za Grzmiącą - 4 km pięknego, trudnego singla). Nie obyło się niestety bez strat. Pod Rogowcem, gdzie zachciało nam się wjazdu na same ruiny (typowe krótkie XC) Mucios obił swoją nową ramę i, jak się potem okazało, zgiął tarczę hamulcową, przez co singielek musiał jechać z jednym hamulcem.
Pomimo niezbyt zachęcającej momentami temperatury wyprawa okazała się bardzo przyjemna. Wypiliśmy trochę gorącej herbaty z termosu, pogadaliśmy, porobiliśmy zdjęcia - takie wycieczki to jest to. ;)

Z Muciosem, w tle Góry Sowie © Tomekste


Głuszycka strefa MTB, z Inferkiem © Tomekste


Głuszycka strefa MTB, zrujnowane schronisko © Tomekste


Jesienny klimat © Tomekste


Skalna Brama zamku Rogowiec © Tomekste




  • DST 15.00km
  • Teren 6.00km
  • Czas 01:03
  • VAVG 14.29km/h
  • VMAX 42.00km/h
  • Temperatura 3.0°C
  • Sprzęt Giant Anthem X2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Czyszczenie tarcz, 11.11.2011

Piątek, 11 listopada 2011 · dodano: 13.11.2011 | Komentarze 0

W Giancie ostatnio zaczęły mi bardzo słabo łapać hamulce. Domyśliłem się, że pewnie przy okazji jakiegoś mycia coś musiało się wlać w tarcze. Trzeba było je więc odtłuścić i wyczyścić. Metod było kilka: najpierw ciepła woda z płynem do naczyń i szczotka, potem papier ścierny, a na koniec płyn do mycia silnika.
Po takim czyszczeniu trzeba było trochę przejechać, żeby hamulce się dotarły. Nie za daleko, bo zimno było jak diabli, ale kawałeczek. Zabrałem więc ojca, pojechaliśmy na chwilkę na górę parkową, a potem jeszcze do Pieszyc.
Na początku hamulce jakby w ogóle nie istniały. Po kilku mocniejszych zjazdach jednak wróciły do siebie i działają nieźle, choć strasznie skrzypią.




  • DST 33.00km
  • Teren 29.00km
  • Czas 02:31
  • VAVG 13.11km/h
  • VMAX 47.00km/h
  • Temperatura 12.0°C
  • HRmax 190 ( 96%)
  • HRavg 159 ( 81%)
  • Kalorie 1864kcal
  • Sprzęt Giant Anthem X2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Kiedy jeden raz to za mało... Kalenica x2

Niedziela, 30 października 2011 · dodano: 30.10.2011 | Komentarze 2

Jesienne góry... Jakie są? Niczym baśń – piękna, kolorowa, magiczna, ale z drugiej strony owiana nutką mroku, tajemnicy, strachu. Wabią feerią barw, delikatnymi muśnięciami jesiennego słońca, ale czyhają na każdą pomyłkę lekkomyślnego, niedoświadczonego bikera. Trzeba nie lada odwagi, żeby z nimi zagrać i nie każdy wychodzi z tej gry zwycięsko, w najlepszym wypadku przywożąc do domu kilka siniaków i stłuczeń.
Z drzew powoli, dostojnie opadają liście, tworząc na ścieżkach wielobarwny dywan kryjący pod sobą ich tajemnice. Tylko niekiedy, jakby niechcący ujawniają swą prawdziwą naturę, gdy spod liściastego kobierca wychylają się omszałe kamienne zęby. Niekiedy jakieś drzewo chciwie wysuwa swą korzenną mackę przegradzając w poprzek prowadzący Cię szlak. Jedziesz więc uważnie, lustrując drogę przed sobą, szukając zdradliwych pułapek. Z rzadka mijasz samotnego turystę, wymienisz zdawkowe „cześć” bez odrywania wzroku od ziemi. Koła przecinają liście, podrywając je w powietrze do szalonego tańca przy akompaniamencie wiatru szumiącego wśród drzew i delikatnych, rytmicznych trzasków bębenka. Melodię zakłóca czasami przeraźliwy pisk klocków hamulcowych zaciskających się na wilgotnej tarczy. Poza tym w lesie panuje absolutna cisza. Nie słychać ptaków, biegających dzieci ani pił mechanicznych drwali oczyszczających las - mleczna mgiełka zdusza wszelkie odległe dźwięki nadając okolicy tajemniczy charakter.
Bieżnik opon agresywnie wgryza się w podłoże. Mokra, ciężka ziemia daje uczucie pewności, stabilności - to złudzenie. Widzisz przed sobą podjazd, osiągasz odpowiednie, równe tempo, uspokajasz oddech. Koła kręcą się, pokonujesz mozolnie kolejne metry, przednie koło przeskakuje kolejny korzeń, nagle - dwa obroty korbą, rower staje w miejscu. Przepraszam – leci na bok. W ostatnim momencie wyrywasz blok z pedału i podpierasz się. Jakoś udaje się dotrzeć na szczyt. Zjazd. Koło trafia w niewidzialny do tej pory kamień, szarpnięcie kierownicą, czujesz, że za chwilę spotkasz się z ziemią... Uff tym razem się udało, dostałeś ostrzeżenie, ale kolejnego już nie będzie. Nigdy nie można się zapominać.
Ale przede wszystkim góry, jesień i rower są wielką inspiracją. ;)

Ja wróciłem dziś spokojnie. Moja trasa wiodła przez: ul. Berlinga, Leśny Dworek, nowy punkt widokowy nad Leśnym, Trzy Buki, Zimna Woda, Zimna Polana, Kalenica, szlakiem czerwonym na Bielawską Polanę, znów żółty na Zimną Polanę, Kalenica, zjazd do Zimnej Polany, żółtym szlakiem do Trzech Buków i do domu.




  • DST 48.00km
  • Teren 44.00km
  • Czas 02:45
  • VAVG 17.45km/h
  • VMAX 44.00km/h
  • Temperatura 8.0°C
  • HRmax 190 ( 96%)
  • HRavg 172 ( 87%)
  • Kalorie 2166kcal
  • Sprzęt Giant Anthem X2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Bike Maraton Mega, Kielce, 8.10.2011

Sobota, 8 października 2011 · dodano: 09.10.2011 | Komentarze 1

Nie wiedziałem czego się po maratonie w Kielcach spodziewać. Okazał się całkiem ciekawy.
Większość trasy biegła piaszczystymi singlami, ale dzięki temu, że w piątek popadało jechało się, o ironio. sporo lepiej ponieważ rower znakomicie "kleił się" do podłoża. Trasa o charakterze XC, z mocnymi podjazdami, z którymi wielu zawodników (w tym ja) miało znaczne problemy. Sam podjechałem chyba ze 2, za to wszystko zjechałem. :) Niestety nie obyło się bez problemów. W okolicach 7km zrobiło się nagle tłoczno, znaków nie ma, ktoś skacze przez rzeczkę, ktoś jedzie pod mostem, część ludzi przez wiadukt kolejowy - paranoja. Najpierw sprawdziłem głębokość strumienia - gość przede mną wpadł po kolana - przy 7 stopniach nic ciekawego, tą drogę więc odpuściłem. Potem pod tunelem, tam jednak były już strzałki dla drogi powrotnej. Poszedłem więc za większością - przez wiadukt. Nie był to dobry pomysł. Pomijając niebezpieczeństwo spotkania się z pociągiem zmarnowałem tam bardzo dużo czasu. Potem drugi raz zgubiłem się w miejscu gdzie trzeba było przejechać pod bardzo niskim mostkiem - znów poleciał czas, a przebieganie przez szeroką, ruchliwą drogę do najbezpieczniejszych rzeczy nie należy.
Na początku czułem się świetnie. Płaski początek trzymałem mocne tempo sektora, a na podjazdach zacząłem ostro wyprzedzać, ale niestety sił starczyło do ok. 38km, potem już tylko gorzej. ;) Ostatecznie wynik nie szalony, ale lepszy przynajmniej niż na ostatnich dwóch edycjach BM.




  • DST 40.00km
  • Teren 38.00km
  • Czas 02:42
  • VAVG 14.81km/h
  • VMAX 49.00km/h
  • Temperatura 26.0°C
  • HRmax 189 ( 96%)
  • HRavg 157 ( 80%)
  • Kalorie 2230kcal
  • Sprzęt Giant Anthem X2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wielka Sowa, Kalenica 1.10.2011

Sobota, 1 października 2011 · dodano: 01.10.2011 | Komentarze 1

Trasa: Bielawa ul. Berlinga, ul. Żeromskiego, Leśny Dworek, Trzy Buki, Przełęcz Jugowska, czarnym szlakiem rowerowym (nieco poniżej przełęczy) na Kozie Siodło, Schronisko Sowa, Wielka Sowa, Kozie Siodło, Przełęcz Jugowska, Zimna Woda, Zimna Polana, Kalenica, Zimna Polana, szlakiem żółtym do Trzech Buków, Bielawa ul. Berlinga

Jazda na rowerze została odwieszona. I to w mocnym stylu. Może i dalej nie czuję się wspaniale, ale byłem zadowolony.
Dwa najwyższe szczyty Gór sowich w jeden dzień już dawno za mną chodziły, ale jakoś nigdy nie było weny. ;)
Już w czwartek napisałem do Pawła, ale on akurat koczował pod warsztatem więc pisze: jedziemy, ale w sobotę - no to nie ma sprawy. W piątek odezwał się jeszcze Piotrek, z wielką ochotą zobaczenia "sowiogórskich skał". W to mi graj! Ruszyli z Żeromskiego, po drodze szybki zakup zapasowej dętki i jazda na Trzy Buki. Pojechaliśmy na moją ulubioną drogę. Nie wiem czy trochę z nią nie przesadziłem - szczególnie zjazd z Sowy do Koziego Siodła, a potem przełęczy dał się Piotrkowi we znaki, ale chciał zobaczyć skały, to zobaczył. ;) Na przełęczy nas niestety opuścił i jazdę kontynuowałem już z Inferkiem. Nad wjazdem na Kalenicę nie ma się co rozpisywać - jest trudny, mocno nachylony i trzeba myszkować między korzeniami i kamieniami, ale za to zjazd - bajka! Do tego jeszcze singielek na żółtym szlaku - miodzio! Dla takich zjazdów kupuje się rower górski. :)

Wielka Sowa z Piotrkiem © Tomekste


Z Inferkiem na Wielkiej Sowie © Tomekste


Kalenica © Tomekste




  • DST 54.00km
  • Teren 49.00km
  • Czas 03:10
  • VAVG 17.05km/h
  • VMAX 55.00km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • HRmax 186 ( 94%)
  • HRavg 166 ( 84%)
  • Kalorie 2354kcal
  • Sprzęt Giant Anthem X2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Bike Maraton Mega, Karpacz 17.09.2011

Sobota, 17 września 2011 · dodano: 17.09.2011 | Komentarze 5

Bez komentarza - szkoda słów. Zawieszam jazdę na rowerze na pewien czas.




  • DST 45.00km
  • Teren 30.00km
  • Czas 02:36
  • VAVG 17.31km/h
  • VMAX 50.00km/h
  • Temperatura 23.0°C
  • HRmax 182 ( 92%)
  • HRavg 140 ( 71%)
  • Kalorie 1659kcal
  • Sprzęt Giant Anthem X2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Srebrna Góra, 12.09.2011

Wtorek, 13 września 2011 · dodano: 13.09.2011 | Komentarze 1

Trasa: Bielawa ul. Berlinga, Jodłownik, czarny szlak na Wiatraczyn, Jemna, Budzów, Srebrna Góra, Fort Donżon, czerwony "szlak wokół donżona", szlak niebieski, przełęcz Woliborska, szlak czerwony, przed Popielakiem skręt w prawo, Bielawa Leśny Dworek, Bielawa ul. Berlinga

Zdałem kolejną poprawkę (na 4.5 ;)) w związku z czym nabrałem ochotę na wyjazd w góry. Dogadałem się z Inferkiem, spotkali się przy poczcie i ruszyli w trasę. Pomimo początkowych dylematów jak dojechać na przełęcz Woliborską inaczej niż asfaltem postanowiliśmy odwrócić trasę. Czarny szlak z Jodłownika to polne szutrówki. Z Jemnej aż pod sam fort jazda asfaltem, ale tam czekała niespodzianka. Wąski, nieco zarośnięty singielek (jak to single, szerokości może 1m) czerwonym szlakiem. Żeby urozmaicić przejazd po dwóch jego stronach ostre kilkumetrowe skarpy - bardzo przyjemny :). Wyjechaliśmy elegancko na niebieskim szlaku, którym spokojnie dojechaliśmy do Woliborskiej. Ten szlak to typowe drogi leśne - szerokie, miejscami rozjeżdżone przez ciężki sprzęt i generalnie mokre - błoto latało wszędzie. Z Woliborskiej postanowiliśmy wrócić czerwonym szlakiem pieszym i odbić na drogę do Leśnego dworku. Szlak czerwony został uprzątnięty i da się już przez niego spokojnie przejechać (przynajmniej do podjazdu pod Popielak), ale po skręcie - makabra. Trzeba było skakać przez ścięte drzewa, między połamanymi gałęziami itp. Mimo iż na rozjeździe mieliśmy pewne dylematy co do kierunku dalszej jazdy to jednak udało nam się dotrzeć na Leśny Dworek.
Całkiem fajna przeprawa, w miarę spokojnym, wycieczkowym tempem.




  • DST 67.00km
  • Teren 37.00km
  • Czas 02:42
  • VAVG 24.81km/h
  • VMAX 49.00km/h
  • Temperatura 28.0°C
  • HRmax 188 ( 95%)
  • HRavg 172 ( 87%)
  • Kalorie 2118kcal
  • Aktywność Jazda na rowerze

Bike Maraton Mega, Poznań 4.09.2011

Poniedziałek, 5 września 2011 · dodano: 05.09.2011 | Komentarze 2

BM Poznań czyli misja pustynna burza.
Kurz, pył, luźne łachy piachu, straszne dziury i co najgorsze - płasko przez całą trasę. Po dosłownie 3 km byłem już cały w kurzu podniesionym przez ludzi przede mną. Organizator postanowił też zadbać, żeby uczestnicy za bardzo się nie zmęczyli, więc na 6 kilometrze zrobił nam długi postój i krótki spacerek na wąskim przejściu pod ulicą Warszawską. Straciłem tam z 10 minut! Niektórzy zawodnicy z tyłu stawki bądź ci, których wcześniej wyprzedziłem pchali się na siłę bokami i skakali przez barierki przez drogę. Granda! Kiedy kolejny raz wsiadłem na rower zaczął łapać mnie skurcz, mięśnie miałem sztywne i znowu trzeba było się rozkręcić. Jakby ktoś prąd wyłączył. Na jednym ze zjazdów w małym wąwozie wywróciłem się na piachu - a wykrzykniki były, tylko po co ich przestrzegać skoro u Grabka zawsze są przesadzone ;). Straty żadne oprócz lekkich otarć.
Maraton zupełnie nie dla mnie - płasko, płasko, płasko. Jeżeli waży się nieco więcej, albo załapało się w dobry pociąg to można było wygrać, ale ja jakoś nigdy nie czułem sportów drużynowych ;). Na płaskich trasach czuję się fatalnie! Brakuje mi siły do kręcenia. Praktycznie całą trasę ktoś mnie wyprzedzał. Odgrywałem się trochę na podjazdach - były ze 3, długości maksymalnie 100m :/. Dostałem też trochę "kopa" na ostatnich 10 km, tylko czemu znów musiałem przechodzić tą cholerną kładką?!

Gdyby nie ubiegłoroczny Wieluń byłby to najgorszy maraton z serii, a na pewno najgorszy w tym roku. Trasa odbiła się też na moim wyniku - w porównaniu z innymi startami pojechałem baaaaardzo słabo. Jeśli nie będzie mi brakowało startów do generalki, to w Poznaniu z pewnością się już nie pojawię, bo to marnowanie czasu na pseudo maratonie. Rozczarowałem się i to bardzo, pomimo tego, że spodziewałem się takiego obrotu sprawy.