Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi tomekste z miasteczka Bielawa. Mam przejechane 67338.96 kilometrów w tym 6989.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 24.15 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 337598 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy tomekste.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • Czas 01:00
  • HRmax 143 ( 72%)
  • HRavg 124 ( 63%)
  • Kalorie 492kcal
  • Aktywność Jazda na rowerze

Przyszło trochę części :)

Poniedziałek, 2 stycznia 2012 · dodano: 02.01.2012 | Komentarze 2

W ramach odchudzania Gianta i świątecznej wypłaty kupiłem nowe siodełko i sztycę. Siodełko przyszło już wcześniej, sztyca od bikestacji dopiero dziś więc dzisiaj zamieszczam zdjęcia. :)

Tioga Spyder © Tomekste


Siodełko to Tioga Spyder - lekki kompozyt, cienki jak deska, w miarę lekki (a w tym przedziale cenowym naprawdę lekki) i przy tym bardzo efekciarski. Zobaczę tylko jak będzie z wygodą :)

KCNC Ti Pro Lite © Tomekste


Sztyca to klasyka gatunku - Ti Pro Lite od KCNC. Średnica 30.9, długość 400, masa - zobaczcie sami. Przejrzałem bardzo dużo stron i wielu producentów. Oglądałem sztyce karbonowe, aluminiowe i znalazłem dosłownie ze 2 lżejsze od tej, i to lżejsze maksymalnie o 5 gram, a w cenie 2 razy takiej. Wydaje mi się, że wyrób tajwańskiego mistrza obrabiarki CNC jest najlepszym rozwiązaniem.

Nowy zestaw © Tomekste


A tyle dla porównania ważyły poprzednie części:

Stare części © Tomekste


Przy okazji przekręciłem dziś kolejną godzinkę na rolkach. :)
Dziękuję za użyczenie wagi Krzyśkowi :)




  • Czas 01:01
  • HRmax 138 ( 70%)
  • HRavg 117 ( 59%)
  • Kalorie 446kcal
  • Aktywność Jazda na rowerze

Rolki

Sobota, 31 grudnia 2011 · dodano: 01.01.2012 | Komentarze 1

Jak w tytule. Nie ma się co rozpisywać. ;)




  • Czas 00:42
  • HRmax 156 ( 79%)
  • HRavg 115 ( 58%)
  • Kalorie 290kcal
  • Aktywność Jazda na rowerze

Chłopcy - trenażerowcy ;)

Czwartek, 29 grudnia 2011 · dodano: 29.12.2011 | Komentarze 2

Zdradziłem w tym roku podwójnie. Najpierw kupiłem i zacząłem jeździć na szosie, a teraz przyszedł czas na zakup trenażera, mimo iż zima w tym roku jest wyjątkowo słaba. Wybór padł na rolki od Elite - V-Arion, pierwsze rolki z oporem. Jazda jest straszna, na początku bardzo ciężko jest utrzymać równowagę, bez pomocy osoby z zewnątrz bądź bez trzymania się ściany nie da się jechać. Wrażenie jest podobne do jazdy po lodzie, tylko gorzej. :P Wydaje się, że trzymam mocno kierownice, ale rower lata po całej szerokości rolki. Dziś próbowałem trzeci raz, i jeżdżę już w miarę spokojnie, ale nie wyobrażam sobie jeszcze możliwości puszczenia kierownicy choć jedną ręką.

Elite V-Arion © Tomekste


Tak się jeździ na rolkach! © Tomekste




  • DST 36.00km
  • Teren 34.00km
  • Czas 02:16
  • VAVG 15.88km/h
  • VMAX 44.00km/h
  • Temperatura 7.0°C
  • HRmax 188 ( 95%)
  • HRavg 151 ( 77%)
  • Kalorie 1526kcal
  • Sprzęt Giant Anthem X2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Ziemia Obiecana czyli Singletrack pod Smrkem, 20.11.2011

Niedziela, 20 listopada 2011 · dodano: 20.11.2011 | Komentarze 2

Znów zachciało mi się zwiedzania szlaków rowerowych poza Bielawą. Singiel pod Smrkem to kolejne moje rowerowe marzenie, którego nie udało się spełnić w sezonie. Dotarłem do niego dopiero teraz i żałuję, że tak późno. Czegoś takiego jak te ścieżki jeszcze nie widziałem, nie da się tego porównać do niczego co do tej pory udało mi się przejechać.
Pojechałem znów z Inferkiem i Muciosem. Rano pogoda wydawała się ładna, w Jeleniej pojawiło się nieco mgły, ale u celu było ok. 7 stopni i niezła widoczność, choć i tak nie było czasu na oglądanie widoczków. Jedzie się jak w transie - oczy skupione cały czas na wąskiej ścieżce, która wiła się niczym waż między drzewami i kamieniami. Z resztą, kto chciałby się zatrzymywać i rozglądać skoro każdy postój oznaczał przerwanie czystej rowerowej ekstazy. Jak zabrać dziecku lizaka! Poza tym każde odwrócenie głowy w moim wypadku kończyło się rozpaczliwym hamowaniem, żeby uratować się od wywrotki. Na tak wąskiej drodze trzeba pilnować kierownicy. Dużo hopek, można było się porządnie wybić. W niektórych zakrętach bandy pomagające w ich pokonaniu, drewniane pomosty, ścieżka miejscami prześlizguje się pomiędzy drzewami gdzie trzeba było się bardzo szybko składać do skrętu. Parę razy myślałem, że będę się musiał zbierać z gleby. Zazwyczaj jechałem pierwszy, ale raz zgubiłem ścieżkę i wyprzedził mnie Mucios. Myślałem, że jadę dość szybko - on był szybszy, dla mnie trochę za szybki, ale goniłem twardo. ;) W sumie to singla nie można pokonywać powoli, może i jest to ciekawe, ale nie zachwycające. Prędkość dodaje trasie smaczku, trudności, a to składa się na uśmiech tak szeroki, że widać go z tyłu głowy :D.
Trasy są bardzo dobrze oznaczone. Nawet jeśli znaków nie ma, to od razu widać uciekającą ścieżynkę. Tylko raz się zgubiliśmy, bo wyjechaliśmy na szeroki asfaltowy podjazd i zabrakło strzałek, ale potem spotkaliśmy kilku rowerzystów i podpowiedzieli nam, że jest on dość długi. Na szczycie usiedliśmy na ławeczce , wypiliśmy spokojnie herbatkę i dalej w drogę. Niestety wszystko co dobre musi się kiedyś skończyć, ale 36km singla to i tak bardzo dobry dystans. Widać, że singletrack był przygotowany bardzo profesjonalnie. Wycięte drzewa i gałęzie, droga w 100% przejezdna, żadnej kłody na drodze, gdzie da się jechać szerzej tam narzucone kamienie i gałęzie, żeby trzymać się trasy, wszystko wysypane szarym piaseczkiem, który jednak nie zawsze daje dobrą przyczepność. Co średnio mi się podobało to to, że za dużo tam było podjazdów. Solidnie się zmęczyłem. Wolałbym jeden np. 15 kilometrowy podjazd, a potem już tylko w dół, ale nie jest to możliwe. Tak czy siak zjazdy wynagradzają każdy trud - czysty flow, smara, rowerowa ekstaza, trans, upojenie, odurzenie czy jak kto woli. :p
Koniec i korba, kto nie przejechał ten trąba! ;)

Epicko! © Tomekste


Singletrack Centrum i szeroki uśmiech ;) © Tomekste


Cannondale! © Tomekste




  • DST 38.00km
  • Teren 33.00km
  • Czas 02:47
  • VAVG 13.65km/h
  • VMAX 47.00km/h
  • Temperatura 3.0°C
  • HRmax 187 ( 95%)
  • HRavg 142 ( 72%)
  • Kalorie 2327kcal
  • Sprzęt Giant Anthem X2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Głuszycka strefa MTB, 12.11.2011

Sobota, 12 listopada 2011 · dodano: 13.11.2011 | Komentarze 2

Po ostatnich szosowych wyczynach chodził za mną strasznie góral, ale nie miałem jakoś ochoty jechać w nasze partie gór. O Głuszycy myślałem już w zeszłym sezonie, jednak nie udało się pojechać pomyślałem więc, że może by teraz wykorzystać okazję. Okazało się, że Paweł też ma wolny weekend i jest chętny na wyjazd więc plan powstał: sobota, 10 rano pakujemy się na auto i jedziemy do Głuszycy. Wydrukowałem sobie mapki, ułożyłem w głowie trasę i czekałem na sobotę.
Sobotni poranek okazał się słoneczny, ale żeby było bardzo ciepło to nie powiem. Termometr pokazuje 3 stopnie. Piszę do Inferka: jedziemy? Decyzja zapada, że owszem, a do tego znajduje się trzeci na wyprawę - Mucios.
Droga przebiega spokojnie, dopiero w Głuszycy natrafiamy na problem. Pewne głosy w pojeździe sugerują, żeby odwrócić początek trasy bo końcowy singiel nie będzie wtedy pod górę tylko w dół. Jedziemy więc pod wcześniej wspomniany singiel (2 razy zawracając, bo źle na mapę popatrzyli :P), a tam pionowa ściana. Cóż, chyba jednak trzeba zacząć zgodnie z moim planem. Zawróciliśmy ponownie, wróciliśmy do "centrum" Głuszycy, zaparkowaliśmy, zdjęliśmy rowery i w drogę.
Niestety szlaki w strefie nie są oznaczone tak dobrze jak bym tego chciał. Kilkukrotnie udało nam się zgubić drogę, całe szczęście, że w górach było sporo pomocnych ludzi, którzy znali tamtejsze trasy, ale mój plan zrealizowaliśmy tylko z grubsza. Sudety Wałbrzyskie mają potencjał. W kilku miejscach cieszyliśmy nasze oczy wspaniałą panoramą gór sowich (mimo średniej widoczności). Po drodze kilka ciekawych krajoznawczo miejsc: pozostałości dawnego schroniska, szczyt Waligóra, schronisko Andrzejówka, ruiny zamku Rogowiec (który był podobno najwyżej położonym zamkiem w Polsce). Trafiliśmy na kilka singli (szczególnie ostatni fragment naszej trasy po zielonym szlaku, poniżej Rybnicy, a za Grzmiącą - 4 km pięknego, trudnego singla). Nie obyło się niestety bez strat. Pod Rogowcem, gdzie zachciało nam się wjazdu na same ruiny (typowe krótkie XC) Mucios obił swoją nową ramę i, jak się potem okazało, zgiął tarczę hamulcową, przez co singielek musiał jechać z jednym hamulcem.
Pomimo niezbyt zachęcającej momentami temperatury wyprawa okazała się bardzo przyjemna. Wypiliśmy trochę gorącej herbaty z termosu, pogadaliśmy, porobiliśmy zdjęcia - takie wycieczki to jest to. ;)

Z Muciosem, w tle Góry Sowie © Tomekste


Głuszycka strefa MTB, z Inferkiem © Tomekste


Głuszycka strefa MTB, zrujnowane schronisko © Tomekste


Jesienny klimat © Tomekste


Skalna Brama zamku Rogowiec © Tomekste




  • DST 15.00km
  • Teren 6.00km
  • Czas 01:03
  • VAVG 14.29km/h
  • VMAX 42.00km/h
  • Temperatura 3.0°C
  • Sprzęt Giant Anthem X2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Czyszczenie tarcz, 11.11.2011

Piątek, 11 listopada 2011 · dodano: 13.11.2011 | Komentarze 0

W Giancie ostatnio zaczęły mi bardzo słabo łapać hamulce. Domyśliłem się, że pewnie przy okazji jakiegoś mycia coś musiało się wlać w tarcze. Trzeba było je więc odtłuścić i wyczyścić. Metod było kilka: najpierw ciepła woda z płynem do naczyń i szczotka, potem papier ścierny, a na koniec płyn do mycia silnika.
Po takim czyszczeniu trzeba było trochę przejechać, żeby hamulce się dotarły. Nie za daleko, bo zimno było jak diabli, ale kawałeczek. Zabrałem więc ojca, pojechaliśmy na chwilkę na górę parkową, a potem jeszcze do Pieszyc.
Na początku hamulce jakby w ogóle nie istniały. Po kilku mocniejszych zjazdach jednak wróciły do siebie i działają nieźle, choć strasznie skrzypią.




  • DST 73.00km
  • Czas 02:40
  • VAVG 27.38km/h
  • VMAX 55.00km/h
  • Temperatura 15.0°C
  • HRmax 184 ( 93%)
  • HRavg 149 ( 76%)
  • Kalorie 1730kcal
  • Aktywność Jazda na rowerze

Przełęcz Tąpadła, 4.11.2011

Piątek, 4 listopada 2011 · dodano: 04.11.2011 | Komentarze 1

Trasa: Bielawa ul. Berlinga, Pieszyce, Piskorzów, Stachowice, Lutomia Górna, Bojanice, Burkatów, Świdnica, Jagodnik, Miłochów, Gogołów, Wirki, Wiry, Tąpadła, przełęcz Tąpadła, Sady, Mysłaków, Wiry, Jędrzejowice, Kiełczyn, Tuszyn, Włóki, Dzierżoniów, Bielawa ul. Berlinga

Pogoda była ładna, jak na listopad bardzo ciepło więc trzeba się było gdzieś wybrać. Jako, że Paweł w góry już nie jeździ padło na Tąpadłe. Do Świdnicy jechało się super - wiał silny wiatr plecy. W momencie kiedy odbiliśmy na Jagodnik wiatr zaczął dąć w twarz i tak dobrze już nie było. W ramach pocieszenia okazało się, że drogowcy wyremontowali fragment drogi między Sadami a Wirami i od Wirów aż do Jędrzejowic. Po nowym asfalcie jedzie się o niebo lepiej, a wyrwy które tam były już dawno prosiły się o załatanie. Niestety mam problem ze swoją kondycją. Zaobserwowałem, że mam bardzo wysoki puls przed jazdą i potem w trakcie bardzo szybko się podnosi. Często nie ma przez to czym oddychać, ale jeżdżę póki mogę. Plan był na 5000km w tym sezonie, teoretycznie go zarzuciłem, ale a nuż uda się zrealizować. ;)




  • DST 66.00km
  • Czas 02:29
  • VAVG 26.58km/h
  • VMAX 51.00km/h
  • Temperatura 15.0°C
  • HRmax 187 ( 95%)
  • HRavg 153 ( 78%)
  • Kalorie 1686kcal
  • Aktywność Jazda na rowerze

Zagórze Śląskie, 31.10.2011

Poniedziałek, 31 października 2011 · dodano: 31.10.2011 | Komentarze 1

Trasa: Bielawa ul. Berlinga, Pieszyce, Piskorzów, Stachowice, Lutomia Górna, Bojanice, Buratów, Bystrzyca Górna, Lubachów, Zagórze Śląskie, Lubachów, Bystrzyca Górna, Złoty Las, Modliszów, Bystrzyca Dolna, Burkatów, Bojanice, Lutomia Górna, Stachowice, Piskorzów, Pieszyce, Bielawa ul. Berlinga

Poprzednio było podniośle - jazda na szosie niestety nie nastraja do przemyśleń :p
Wybraliśmy się z Pawłem na krótki przejazd. Zaproponowałem trasę na Zagórze, bo wszystko inne w okolicy mamy już zjeżdżone wzdłuż i wszerz, a Paweł nie jeździ już przez góry. Droga ładna, miejscami nawet dość nowy asfalt. Ruch był jak na boczne drogi dość spory, ale przed Wszystkimi Świętymi to normalne. Bardzo ładna pogoda, świeciło słońce, było sucho - wycieczka się udała.

Na tamie © Tomekste


U stóp tamy w Lubachowie © Tomekste




  • DST 33.00km
  • Teren 29.00km
  • Czas 02:31
  • VAVG 13.11km/h
  • VMAX 47.00km/h
  • Temperatura 12.0°C
  • HRmax 190 ( 96%)
  • HRavg 159 ( 81%)
  • Kalorie 1864kcal
  • Sprzęt Giant Anthem X2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Kiedy jeden raz to za mało... Kalenica x2

Niedziela, 30 października 2011 · dodano: 30.10.2011 | Komentarze 2

Jesienne góry... Jakie są? Niczym baśń – piękna, kolorowa, magiczna, ale z drugiej strony owiana nutką mroku, tajemnicy, strachu. Wabią feerią barw, delikatnymi muśnięciami jesiennego słońca, ale czyhają na każdą pomyłkę lekkomyślnego, niedoświadczonego bikera. Trzeba nie lada odwagi, żeby z nimi zagrać i nie każdy wychodzi z tej gry zwycięsko, w najlepszym wypadku przywożąc do domu kilka siniaków i stłuczeń.
Z drzew powoli, dostojnie opadają liście, tworząc na ścieżkach wielobarwny dywan kryjący pod sobą ich tajemnice. Tylko niekiedy, jakby niechcący ujawniają swą prawdziwą naturę, gdy spod liściastego kobierca wychylają się omszałe kamienne zęby. Niekiedy jakieś drzewo chciwie wysuwa swą korzenną mackę przegradzając w poprzek prowadzący Cię szlak. Jedziesz więc uważnie, lustrując drogę przed sobą, szukając zdradliwych pułapek. Z rzadka mijasz samotnego turystę, wymienisz zdawkowe „cześć” bez odrywania wzroku od ziemi. Koła przecinają liście, podrywając je w powietrze do szalonego tańca przy akompaniamencie wiatru szumiącego wśród drzew i delikatnych, rytmicznych trzasków bębenka. Melodię zakłóca czasami przeraźliwy pisk klocków hamulcowych zaciskających się na wilgotnej tarczy. Poza tym w lesie panuje absolutna cisza. Nie słychać ptaków, biegających dzieci ani pił mechanicznych drwali oczyszczających las - mleczna mgiełka zdusza wszelkie odległe dźwięki nadając okolicy tajemniczy charakter.
Bieżnik opon agresywnie wgryza się w podłoże. Mokra, ciężka ziemia daje uczucie pewności, stabilności - to złudzenie. Widzisz przed sobą podjazd, osiągasz odpowiednie, równe tempo, uspokajasz oddech. Koła kręcą się, pokonujesz mozolnie kolejne metry, przednie koło przeskakuje kolejny korzeń, nagle - dwa obroty korbą, rower staje w miejscu. Przepraszam – leci na bok. W ostatnim momencie wyrywasz blok z pedału i podpierasz się. Jakoś udaje się dotrzeć na szczyt. Zjazd. Koło trafia w niewidzialny do tej pory kamień, szarpnięcie kierownicą, czujesz, że za chwilę spotkasz się z ziemią... Uff tym razem się udało, dostałeś ostrzeżenie, ale kolejnego już nie będzie. Nigdy nie można się zapominać.
Ale przede wszystkim góry, jesień i rower są wielką inspiracją. ;)

Ja wróciłem dziś spokojnie. Moja trasa wiodła przez: ul. Berlinga, Leśny Dworek, nowy punkt widokowy nad Leśnym, Trzy Buki, Zimna Woda, Zimna Polana, Kalenica, szlakiem czerwonym na Bielawską Polanę, znów żółty na Zimną Polanę, Kalenica, zjazd do Zimnej Polany, żółtym szlakiem do Trzech Buków i do domu.




  • DST 48.00km
  • Teren 44.00km
  • Czas 02:45
  • VAVG 17.45km/h
  • VMAX 44.00km/h
  • Temperatura 8.0°C
  • HRmax 190 ( 96%)
  • HRavg 172 ( 87%)
  • Kalorie 2166kcal
  • Sprzęt Giant Anthem X2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Bike Maraton Mega, Kielce, 8.10.2011

Sobota, 8 października 2011 · dodano: 09.10.2011 | Komentarze 1

Nie wiedziałem czego się po maratonie w Kielcach spodziewać. Okazał się całkiem ciekawy.
Większość trasy biegła piaszczystymi singlami, ale dzięki temu, że w piątek popadało jechało się, o ironio. sporo lepiej ponieważ rower znakomicie "kleił się" do podłoża. Trasa o charakterze XC, z mocnymi podjazdami, z którymi wielu zawodników (w tym ja) miało znaczne problemy. Sam podjechałem chyba ze 2, za to wszystko zjechałem. :) Niestety nie obyło się bez problemów. W okolicach 7km zrobiło się nagle tłoczno, znaków nie ma, ktoś skacze przez rzeczkę, ktoś jedzie pod mostem, część ludzi przez wiadukt kolejowy - paranoja. Najpierw sprawdziłem głębokość strumienia - gość przede mną wpadł po kolana - przy 7 stopniach nic ciekawego, tą drogę więc odpuściłem. Potem pod tunelem, tam jednak były już strzałki dla drogi powrotnej. Poszedłem więc za większością - przez wiadukt. Nie był to dobry pomysł. Pomijając niebezpieczeństwo spotkania się z pociągiem zmarnowałem tam bardzo dużo czasu. Potem drugi raz zgubiłem się w miejscu gdzie trzeba było przejechać pod bardzo niskim mostkiem - znów poleciał czas, a przebieganie przez szeroką, ruchliwą drogę do najbezpieczniejszych rzeczy nie należy.
Na początku czułem się świetnie. Płaski początek trzymałem mocne tempo sektora, a na podjazdach zacząłem ostro wyprzedzać, ale niestety sił starczyło do ok. 38km, potem już tylko gorzej. ;) Ostatecznie wynik nie szalony, ale lepszy przynajmniej niż na ostatnich dwóch edycjach BM.