Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi tomekste z miasteczka Bielawa. Mam przejechane 67338.96 kilometrów w tym 6989.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 24.15 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 337598 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy tomekste.bikestats.pl

Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w kategorii

Maratony i inne wyścigi

Dystans całkowity:1247.00 km (w terenie 1014.00 km; 81.32%)
Czas w ruchu:67:03
Średnia prędkość:18.60 km/h
Maksymalna prędkość:75.00 km/h
Suma podjazdów:917 m
Maks. tętno maksymalne:194 (98 %)
Maks. tętno średnie:179 (91 %)
Suma kalorii:27802 kcal
Liczba aktywności:27
Średnio na aktywność:46.19 km i 2h 29m
Więcej statystyk
  • DST 61.00km
  • Teren 55.00km
  • Czas 03:59
  • VAVG 15.31km/h
  • VMAX 51.00km/h
  • Temperatura 22.0°C
  • Sprzęt Giant Anthem X2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Bike Maraton mega, Jelenia Góra 14.08.2010

Sobota, 14 sierpnia 2010 · dodano: 14.08.2010 | Komentarze 0

Opis wg organizatora:

Trudność ( 1- 6 )
haro 2
mega 5
giga 6

Informacje o trasie
Haro:
Trasa maratonu poprowadzona szerokimi drogami o małej trudności, do przejechania dla każdego, podłoże asfaltowo - szutrowe
MEGA/ GIGA:
Trasa bardzo wymagająca kondycyjnie, o bardzo dużej ilości długich podjazdów, kilka wąskich kamienistych zjadów, podłoże asfaltowo – szutrowo - kamieniste






Ten maraton pobił Kraków. Bardzo ciekawy - single, techniczne zjazdy i podjazdy, ale też i asfalty, i szutry, jednym słowem - dla każdego coś miłego. Bardzo dużo błota, nawet więcej niż bardzo dużo. Zdecydowanie najbrudniejszy maraton do tej pory. Szybki start z rynku, bo po asfalcie mój sektor grzał w okolicach 45 km/h. Szło mi całkiem dobrze, ale na 50 km złapałem gumę w tylnym kole (powietrze uchodziło mi tak od 20 km, a na 50 wywaliłem prawdopodobnie w betonową rynnę dla wody, i przeciąłem dętkę, w której było już mało powietrza) i straciłem sporo czasu i miejsc. Zdecydowanie nie byłem jeszcze tak zmęczony. Przyznam szczerze, że ten maraton mnie złamał, zarówno psychicznie jak i fizycznie. Do tego mocno obrysowałem i otłukłem rower, że już o brudzie nie wspomnę. To chyba mój pierwszy i ostatni sezon w maratonach.




  • DST 14.00km
  • Teren 10.00km
  • Czas 01:25
  • VAVG 9.88km/h
  • VMAX 55.00km/h
  • Temperatura 15.0°C
  • Sprzęt Giant Anthem X2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Śnieżka UpHill Race, 8.08.2010

Niedziela, 8 sierpnia 2010 · dodano: 09.08.2010 | Komentarze 0

Wjazd na Śnieżkę. Trasa znana. ;) Super wyścig, bardzo byłem szczęśliwy, kiedy udało mi się go ukończyć. Można było pojechać szybciej, ale to był mój pierwszy wjazd i nie wiedziałem czego się spodziewać. Za rok też jadę, choćby miał kosztować i 300 złotych. ;)




  • DST 60.00km
  • Teren 50.00km
  • Czas 03:12
  • VAVG 18.75km/h
  • VMAX 63.00km/h
  • Temperatura 28.0°C
  • Sprzęt Giant Anthem X2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Bike Maraton mega, Kraków, 1.08.2010

Niedziela, 1 sierpnia 2010 · dodano: 02.08.2010 | Komentarze 0

Opis wg organizatora:

Dużo otwartego terenu. Trasa umiarkowanie łatwa, szybka, podłoże zróżnicowane. Głównie drogi polne i leśne. Miejscami odcinki asfaltu. Przewyższenie ok. 640 m;
2 - 3 trudne zjazdy/ podjazdy.

Trudność ( 1- 6 ) mega/giga 3+








Jak do tej pory zdecydowanie najciekawsza trasa. Miała być łatwa i płaska, a okazało się, że było dość ciężko. Dużo błota, ostrych i krótkich zjazdów i podjazdów, wszystko to przetykane asfaltowymi odcinkami.




  • DST 60.00km
  • Teren 50.00km
  • Czas 03:17
  • VAVG 18.27km/h
  • Temperatura 12.0°C
  • Sprzęt Giant Anthem X2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Bike Maraton Mega, Piechowice, 19.06.2010

Sobota, 19 czerwca 2010 · dodano: 19.06.2010 | Komentarze 0

Opis wg organizatora:

Trasa została zmodyfikowana ze względu na Puchar Polski.

Trasa Haro (mini) poprowadzona została szerokimi, leśnymi duktami technicznie dostosowana do profilu zawodników mini. Podłoże szutrowo- kamieniste.

Trasa mega/giga wymagająca , z licznymi podjazdami i technicznymi zjazdami. Na trasie występują single tracki.

Trudność ( 1- 6 ) mega/giga 4 +






Maraton mocno interwałowy. Jak na moje możliwości to wymagający wytrzymałościowo. Trasa właściwe dość nudna - w większości równe, ubite szutrowe drogi. Ostatnie 5-10 km było ciekawe, gdyż były to błotniste i kamieniste single, które dostarczały bardzo dużo radości. Gdyby nie końcówka maraton zaliczyłbym jako nudny i wymagający jedynie wytrzymałości.




  • DST 59.00km
  • Teren 56.00km
  • Czas 03:15
  • VAVG 18.15km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Sprzęt Giant Anthem X2
  • Aktywność Jazda na rowerze

Bike Maraton Mega, Polanica zdrój, 5.06.2010

Sobota, 5 czerwca 2010 · dodano: 06.06.2010 | Komentarze 0

Opis wg organizatora:
Poprowadzona głównie po ścieżkach i szlakach leśnych. Podłoże szutrowo- kamieniste. Ostatnie kilometry przebiegają odcinkami "kultowego" Grand Prix MTB rozgrywanego przed laty (na Piekielnej Górze)

Trudność ( 1- 6 ) mega/giga 4






Wyjątkowo nudna trasa. Właściwie prawie całość to ubite szutrówki. Nawet na przełaju by pojechał. Dopiero końcówka (jakieś 5 km) to trochę ostrzejsze zjazdy i dużo błota - dość niebezpieczne. Początek to dość ostry podjazd (przez jakieś 10 km), który mocno dał mi w kość. Dobrze, że pierwszy bufet był ustawiony przy jego końcówce, bo uzupełnienie płynów było mi potrzebne.




  • DST 50.00km
  • Teren 43.00km
  • Czas 03:10
  • VAVG 15.79km/h
  • Temperatura 23.0°C
  • Aktywność Jazda na rowerze

Bike Maraton Mega, Zdzieszowice, 8.05.2010

Sobota, 8 maja 2010 · dodano: 10.05.2010 | Komentarze 0

Opis wg organizatora:
Trudność: ( 1- 6 ) - 4
Informacje o trasie: Trasa interwałowa, bardzo urozmaicona, kilka wymagających zjazdów i podjazdów. Podłoże zróżnicowane.






Cała trasa to właściwie jedno wielkie błocko, przez co było bardzo wesoło. :D Poszło mi słabo, ale maraton był super.




  • DST 54.00km
  • Teren 49.00km
  • Czas 02:17
  • VAVG 23.65km/h
  • VMAX 47.00km/h
  • Temperatura 18.0°C
  • Aktywność Jazda na rowerze

Bike Maraton Mega, Wrocław, 25.04.2010

Niedziela, 25 kwietnia 2010 · dodano: 25.04.2010 | Komentarze 7

Trasa:


Opis wg organizatora:
Trudność: ( 1- 6 ) - 1
Informacje o trasie: Trasa łatwa, szybka, w większości poprowadzona szerokimi ścieżkami leśnymi z szutrowymi odcinkami w otwartej przestrzeni. Bardzo mała ilość odcinków asfaltowych.

Zalecane ogumienie typu semi - slick

I nie da się z tym nie zgodzić. Dyskusyjne są jedynie "szerokie ścieżki leśne", które w rzeczywistości bywały dość wąskie, zwłaszcza na co ostrzejszych podjazdach. Trasa niesamowicie dziurawa, zęby łatwo było stracić, ale czego się spodziewać po drogach dojazdowych do pól, gdzie jeździ sprzęt rolniczy, a i parę razy pewnie jakiś chłopek drogę przeorał. W wielu miejscach "tubylcy" (bo wątpię, żeby zrobił to organizator) chcieli te dziury połatać, i użyli do tego materiałów powszechnie dostępnych czyli: potłuczonej armatury sanitarnej, kafli, dachówek, starych cegieł, robiąc z takich miejsc idealne pułapki na złapanie gumy. Łatwo było też przebić oponę na fragmentach wysypanych ostrymi kamyczkami, wyglądającymi na zabrane spod podkładów kolejowych. W wielu miejscach na trasie wychodził piasek, i momentalnie tworzyły się tam korki (podobnie jak na podjazdach), co zmuszało do zejścia z roweru i biegu z nim. Trasa nie okazała się też tak sucha, jak sądziłem. Były ze 3 potężne kałuże, i kilka bagnistych przejazdów. Przygotowanie ze strony logistycznej bardzo porządne. Na numer nie musiałem czekać długo, podobnie na promocyjną koszulkę. Trasa była dobrze oznaczona i zabezpieczona. Nie dało się zgubić (chociaż słyszałem na mecie, że komuś się to jednak udało). Bufety były w miejscach gdzie można było się spokojnie zatrzymać nie wadząc nikomu.

Teraz trochę mniej suchych faktów, a więcej odczuć osobistych. Ostrzegam, że jechałem pod wpływem silnych emocji, więc nie potrafię zorientować wydarzeń z miejscem na trasie, ale myślę, że to nieistotne. ;)

Ustawiłem się w miarę wcześnie w sektorze i przez te wszystkie przesunięcia odstałem tam chyba z pół godziny, ale opłaciło się, bo przynajmniej w miarę dobrze ruszyłem (pozdrawiam pana na rowerze Garry Fisher, który zdążył w ostatniej chwili zanim jego rower, który przytrzymywałem, wylądował za barierką ;)). Oczywiście przody narzuciły dobre tempo i wpadłem w pierwszą chmurę wzniesionego przez nich pyłu, ale nie musiałem czekać kolejnych 10 minut, aż wyjedzie całe M2. Początek niezły, nawet udało mi się wyprzedzić kilka osób, bo przecież kto by przejmował się tym, żeby zachowywać siły na całość trasy. Następne co pamiętam to przejazd koło jakiegoś dworku, po wybrukowanej wielkimi kamieniami drodze, a potem zjazd w wąską ścieżynkę z głębokimi rowami (i strumyczkiem), przy których zrobił się korek, a po chwili można było podziwiać iście dantejskie sceny i hollywoodzkie loty przez kierownicę. Niedaleko też zaliczyłem pierwszą kałużę. Jako spokojny amator ładnie sobie przed nią zwolniłem, coby nie ochlapać się zbytnio, ale cóż z tego, skoro śmignął tylko obok mnie jakiś "wycinak" i już czułem na całych nogach wodę spod jego kół :P. Po tym przestałem już zwalniać przed kałużami. Zemściło się to na mnie pod pewnym wiaduktem, gdzie woda sięgała prawie piasty, ale "maratończyk się nie poddaje". Pierwszy bufet minąłem, bo jakoś nie czułem pragnienia. Ciągnąłem się dalej cały radosny. Następne co wbiło mi się w pamięć, to duża łata piasku na drodze, gdzie zmuszono mnie niestety do zejścia z roweru, i krótkiego podbiegu. Pamiętam tam bardzo wzburzonego bikera (który chyba nieco zbyt nerwowo podszedł do tego wyścigu) krzyczącego: "ku*wa nie wyp****alać mi się na trasie". Dalej mam dziurę w pamięci, gdyż jedyne na czym się koncentrowałem to jazda. Z wiru myśli wyłaniają mi się podjazdy, z których tylko dwa, (ten na samym końcu i zaraz przed drugą bramką kontrolną) udało mi się przejechać i urwać parę osób. Na całej reszcie większość ludzi prowadziła sprzęt (mimo iż żadna z tych "hopek" nie była moim zdaniem specjalnie mordercza), co i na mnie wymusiło zeskok z roweru. Przy drugim bufecie elegancko przystanąłem, łyknąłem nieco "powera" i jazda dalej. Kojarzę przejazd błotnistą łąką, na której dopełniło się dzieło "zasyfienia". Liczyłem, że ją przeskoczę, jednak, jak mawiali starożytni Rosjanie, jazda po bagnach wciąga, w związku z czym obie nogi, po kostki miałem w błocie (ale w stare, dobre PDM-540 wpiąłem się bez problemu). Przy trzecim bufecie już nie stawałem. Chwyciłem tylko od jakiejś sympatycznej dziewczyny kubek z wodą, przy okazji nieco ją chyba oblewając (za co z tego miejsca serdecznie przepraszam). Kryzys dopadł mnie ok. 43 km, ale cóż było robić. Trzeba było zacisnąć zęby i jechać. Właśnie na ostatnich 10 km najwięcej straciłem. Wyszło ze mnie gonienie na początku, opadło nieco adrenaliny i dał znać o sobie kręgosłup, zdrowo wytłuczony na dziurach, że już o ogólnym braku kondycji nie wspomnę. Pokpiłem też sprawę na samej mecie, gdyż zatrzymałem się nieco zbyt wcześnie (tam gdzie stały bramki startowe na początku) i straciłem na tym pewnie z 5 sek. Radość z dojechania była jednak ogromna. Na miejscu wciągnąłem od ręki 2 butelki wody i banana (niestety pomarańczy już zabrakło), następnie makaronik i od razu poczułem się silniejszy. Trzeba było jeszcze tylko znaleźć wodę, bo brudny byłem niczym nieboskie stworzenie. Mycie się zimną wodą z hydrantu nie było może najprzyjemniejsze (zwłaszcza gdy okazało się, że nie pomyślałem o zabraniu rzeczy na przebranie), ale lepsze to, niż bycie ubłoconym w 70%. Przeczekałem jeszcze losowania nagród, jednak jak to zwykle bywa, nie udało mi się nic wygrać. Mimo wszystko zadowolony jestem ze swojego, pierwszego z resztą w życiu, startu na maratonie. Atmosfera była bardzo przyjazna, pogoda piękna. Nie zaliczyłem żadnej gleby, nie złapałem gumy, nie zerwałem łańcucha, a widziałem, że sporo ludzi na trasie miało takie problemy. Za cel stawiałem sobie jedynie przejechanie trasy, a osiągnąłem nawet nieco więcej, bo trafiłem na 294 miejsce w klasyfikacji ogólnej, i 105 w M2. Nie wiem jak udało mi się to zrobić, bo mam wrażenie, że na trasie ciągle byłem tylko wyprzedzany, ale czasy nie kłamią. Dziś pisząc małe uaktualnienie do notki (26.04.2010) czuję się jak młody bóg. Nic mnie nie boli i jestem niesamowicie szczęśliwy.

ps. na koniec rozbawił mnie chłopak paradujący po placu w koszulce z nadrukowaną marihuaną i podpisem "Po co jeździć, skoro można latać"
pps. pozdrowić chciałem pana jadącego z nr 600, za którym przejechałem spory kawałek trasy, bo bardzo ładnie utrzymywał tempo

Dodatkowe zdjęcia znalezione na forum BikeMaratonu z moją skromną osobą :)